Beznamiętnie spoglądał na jej wychudzoną twarz, która przez chemioterapię przybrała niezdrowy odcień bladości, niczym biel okalająca najczystszą porcelanę. Patrzyła na niego spod wachlarzu pojedynczych, krótkich rzęs. Cicho płakała. Jej płacz był delikatny, jednak skrywał w sobie miliony uczuć. Łza za łzą wolno spływała na jej policzki, by po chwili odbić się o materiał błękitnej poduszki; opierała na niej głowę, która jej ciążyła z braku sił. Kosmyki siwych włosów wystających z warkocza przywierały do czoła, zakrywając krople potu wywołane przez wysoką temperaturę ciała.
Myungsoo, stojąc nad leżącym ciałem swojej umierającej babki, był pełny opanowania i spokoju. Jego twarz nie wyrażała nawet najmniejszych emocji. Z rękami założonymi na wysokości bioder patrzył jej prosto w oczy. Widział w nich wielki smutek i jednocześnie przerażenie, wiedziała o zbliżającej się śmierci, która była nieunikniona, a mimo to starała się jak najdłużej utrzymać przy życiu. Dla niego.
- Myungsoo - szepnęła zachrypniętym głosem. Słone krople łez drżały tak, jakby one same przeżywały coś okropnego, łącząc się z nią w cierpieniu.
Chłopak drgnął, kiedy poczuł na swojej dłoni czyjś ciepły dotyk.
- Dasz sobie radę? - zapytała, jednak w przeciągu sekundy pytanie przemieniło się w rozkaz. - Masz dać sobie radę, kiedy mnie zabraknie.
- Halmeoni... - wyszeptał Myungsoo, do którego wreszcie po długim czasie dotarła druzgocąca prawda. Skrył jej dłoń w swoją. - Nie mów tak.
- Obiecaj mi.
Babcia była dla niego wszystkim, to ona go wychowała, kiedy własna rodzicielka porzuciła go, wybierając drogę kariery muzycznej. Pragnęła być artystką, śpiewać i tańczyć dla publiczności, ale nieplanowana ciąża zniszczyła jej wielkie marzenia. Zostawiła małego chłopca pod opiekę starszej kobiety, która z wiekiem podupadła na zdrowiu, a na leczenie brakowało pieniędzy. Myungsoo szukał każdego sposobu, by jej pomóc, i kiedy już go znalazł, okazało się, że choroba jest w zaawansowanym stadium i nic nie można już zrobić.
Na jego twarzy zakwitł delikatny uśmiech, chciał, żeby zapamiętała go właśnie takiego. Chłopca, który całym sercem ją kochał, chociaż nie często to okazywał. Nie wiedział tylko, jak zniesie jej stratę, jak to wpłynie na jego przyszłość, która teraz malowała się w czarnych barwach.
- Obiecaj... - Kobieta uniosła się ku górze. - Proszę - powiedziała, kiedy jej ciało bezwładnie obiło się o materac szpitalnego łóżka. - Nie zawiedź mnie, Myungsoo.
Brunet skinął głową w niemym porozumieniu. Nie odrywał wzroku od jej ciemnych tęczówek, tlących się lekkim płomieniem, by za moment zgasły na zawsze. Właśnie wtedy, kiedy pierwsza łza spłynęła po jego policzku, ona zamknęła oczy, wydając ostatnie tchnienie.
♥
OdpowiedzUsuńPo raz pierwszy od dłuższego czasu trafiam na na dobre opowiadanie bez błędów (w sumie to prolog XD). ;w;
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie. Jeśli nie zapomnę, to zajrzę i skomentuję pierwszy rozdział. ^^
smutny prolog... ale bardzo ładnie napisany <3
OdpowiedzUsuńZapowiada się tak pięknie, płaczę.
OdpowiedzUsuń