poniedziałek, 5 maja 2014

"Błąd"


Autor: Mambo
Bohaterowie: Oh Sehun, Kim Jongin, Kim Jongmi (wymyślona postać, siostra Jongina)
Paring: SeKai
Typ: Oneshot, angst
Pierwszy z moich oneshotów. Zapraszam do czytania.
_____
Chłodny morski wiatr muskał różowe policzki chłopaka. Jego oczy przepełniała pustka. Twarz, z której nie można było wyczytać ani jednego uczucia, które głęboko tliło się w jego sercu. Tęsknota. W jaki sposób można ją po sobie poznać? Płacz – określa smutek, spojrzenie bez wyrazu, wydaje nam się być po prostu zwykłą bezinteresownością, a uśmiech? Uśmiech jest oznaką szczęścia, chyba że jest on nieszczery. Ten człowiek często pokazywał światu właśnie ten nieszczery uśmiech. Nie chciał po sobie poznać, co czuje nawet teraz w trakcie samotnego spaceru wzdłuż morza. Jego zewnętrzny obraz był pusty, jednak wnętrze paliło się od konfliktu, który powstał przez napływające uczucia do jego serca. Smutek, cierpienie, tęsknota czy to wszystko? Ból – był jego największym przeciwnikiem. Nie starał się go zwalczyć. Miał nadzieję, że on wkrótce zniknie. Ból. Trzy literowe słowo, które opisuje tysiące innych. Takie małe, niepozorne, a jednak w tej swojej niepozorności jest po prostu straszne.
Chłopak. Nie! Mężczyzna przystanął i nabrał powietrza do swoich ust. Głośno je wypuścił. 
– Co teraz? – Powiedział pod nosem i schował swoją twarz dokładnie pod kołnierzem czarnego płaszczu. Kolejny głęboki wdech. Kucnął, kiedy oddalił się kawałek od powstających ma morzu fal, które wkraczały na tafle piasku. Jedną ręką bawił się leżącymi, wilgotnymi kamyczkami. – Co teraz ? – Powtórzył, przymykając delikatnie powieki, by zaginąć w krainie wspomnień, utonąć w przeszłości.

On kroczył drogami wyznaczonymi przez niego. Był niczym jego cień, podążał za nim wszędzie. Robił to, bo chciał być z nim. Chciał, aby było tak jak kiedyś. Nie dopuszczał do siebie myśli, że nadejdzie moment, kiedy to wszystko ulegnie końcowi. Nie dopuszczał do siebie utraty tego, co było dla niego najważniejsze.
Dzieciństwo. Okres szczęścia, radości, miłości i przyjaźni. Czas, kiedy wszystko wydaje się beztroskie i łatwe do rozumienia. Czas, za którym każdy z nas tęskni. Czas dzieciństwa, to czas, którego nikt się nie wstydzi. To wtedy już zrozumiał, że nie może go stracić, że on jest jego. Tylko jego.

12.04.2009 roku
Sehunie,

Dziś masz swoje szesnaste urodziny. Na wstępnie chciałem Ci życzyć zdrowia, szczęścia, radości i oczywiście dużo miłości. Podsumowując, wszystkiego najlepszego, przyjacielu!
Właściwie, to i tak będę Ci dziś życzył tego wszystko ponownie. Jest już wpół do pierwszej, a jesteśmy umówieni na trzecią. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Jestem szczęśliwy każdego razu, kiedy Cię spotykam. Jesteś moim najdroższym przyjacielem, Sehunie.
Przyjacielem, właśnie... Chciałbym Ci coś powiedzieć, ale się boję. Teraz kiedy to piszę, nawet nie masz pojęcia, jak strasznie moje ręce się trzęsą, a głos drży, bo dokładnie dobieram każde słowo, które chce tu do Ciebie napisać.
Jak powinienem zacząć? Co Ci najpierw chce powiedzieć? Czy powinienem to mówić? A jak to wszystko zniszczy? Co wtedy zrobię? Nie poradzę sobie, wiem o tym. Nie dam rady bez kogoś, kto stanowi podporę dla mojego beznadziejnego życia. Chce przejść do sedna, ale nie wiem w jak. Hę… zauważyłem, że z nadmiaru strachu zagryzam dolną wargę. Mam nawet Twoje nawyki, Sehunie.
Głęboki wdech i wydech. Powinienem kończyć i tak już zająłem Ci wystarczająco czasu.

Sehun, proszę przeczytaj to uważnie.

Do tej pory nie jestem Ci w stanie tego powiedzieć prosto w oczy, więc piszę. Wspomnienia, które mieszkają w mojej głowie są związane tylko i wyłącznie z Tobą. Nie myśl teraz, że spowodowane jest to moim pobytem w sierocińcu, a ty byłeś tam moim jedynym najlepszym przyjacielem. Nie! Nie jest tak. Sehunie, nie umiem, naprawdę nie potrafię powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczysz. Może to, co piszę, wydaje się jakimś głupim żartem, ale nie jest. Chce byś był przy mnie, trwał razem ze mną. Chce żebyś przechodził wspólnie przy mnie ciężkie chwile. Nie kłamię, wiesz że brzydzę się kłamstwem.
Sehunie, w dniu Twoich szesnastych urodzin oznajmiam Ci, że Cię kocham.
Kocham Cię!
 Jongin.

- Jesteś w samą porę. - Blondyn podniósł się z murka, który stwarzał przeszkodę dla wody z fontanny, żeby ta nie mogła ona wypłynąć na marmurowy chodnik, który zazwyczaj był oblężony gołębiami.
Spotkali się na placu głównym w ich mieście. Stali pośrodku niego, obok wspomnianej już wcześniej fontanny. Otaczały ich zabytkowe budynki, głównie w stylu romańskim. Miejscami postawione były doniczki z kwiatkami, duże - w kształcie prostokątów i małe - kwadratowe. Jako iż wiosna nadchodziła wielkimi krokami, kwitły w nich kwiaty o najróżniejszych odmianach. Drzewa, które jesienią zrzuciły swoją tęczową koronę, teraz barwiły się w odcienie zielonego. Wiosna - czas ożywienia.
- Jestem. - Na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech, jednak w środku cały drżał ze strachu, a zarazem z podniecenia. Stał tak, aby chłopak mu towarzyszący nie zobaczył torby, w której znajdowała się dla ukryta niego zawartość.
- Co tam chowasz? - Sehun wesoło klasnął w dłonie i obiegł Jongina, który zrobił to samo wokół własnej osi. - No pokaż! To dla mnie? - Nie przestawał się uśmiechać.
Brunet mimowolnie robił to samo, uśmiech blondyna działał na niego uzależniająco.
- Dla mnie? - Niższy z chłopców skinął głową. - No pokaż. Nie bądź taki. - Blondyn próbował wyrwać torebkę, kiedy Jongin wyjął ją zza pleców, jednak brunet odskoczył w odpowiedniej chwili. - Wiesz co...
- Sehun. - Powiedział spokojnie i stanął na wprost wysokiego blondyna. - Bo ja... EJ! - Krzyknął, gdy blondyn wyrwał prezent. - Oddaj to! - Warknął zdenerwowany.
Ludzie, którzy przemieszczali się obok nich, właśnie zerknęli znacząco w ich stronę.
- Przymknij się! - Powiedział przez śmiech Sehun. - Co tu mamy, hmm? - Językiem dotykał podniebienia, przez co z jego ust zaczęły wydobywać się charakterystyczne dźwięki.
- Sehun! Oddaj to! - Warknął Jongin. 
Był wściekły. Przed wyjściem ułożył  dokładny plan co i kiedy ma zrobić, a ten pełen energii chłopak wszystko zniszczył. Znał go wiele lat i dobrze mógł się po nim tego spodziewać, no ale... Przecież dla Jongina, był to dzień kulminacyjny! Dzień, w którym wszystko nabierze innego obrotu spraw. Dzień w którym nadejdzie nowy, niezwykły początek, bądź koniec, straszny, pełny bólu koniec, którego brunet nawet nie dopuszczał do swoich myśli.
- Album BoA, serio Jonginie? - Spojrzał pytająco w jego stronę.
- Mówiłeś, że go chcesz... - Nerwowo pocierał włosy ręką.
- No tak, ale był za drogi... - Sehun zmarszczył lekko czoło.
Nie wymagał nie wiadomo jak drogiego prezentu od bruneta. Liczył bardziej na coś skromnego, co będzie mu przypominać o przyjacielu.
- Spokojnie, kupiłem go na promocji. - Powiedział jak najbardziej poważnie brunet. Chciał uspokoić Sehuna, mino że było to kłamstwem.
Tak naprawdę bardzo długi czas zbierał pieniądze na ten prezent. Od momentu, kiedy Sehun przyszedł do niego podniecony w dniu jego wydania aż do wczoraj. Prezent kupił dziś, pożyczając brakującą część pieniądzy od jednej ze swoich noon z domu dziecka.
- Jeśli tak, to dziękuję. - Sehun rzucił się na szyję Jonginowi. Przez ciało bruneta przeszły przyjemne dreszcze. Przełknął głośno ślinę i odsunął blondyna od siebie.
- Sehun. - Zaczął. Jego ręce drżały. Starał się oddychać głęboko. - Chce Ci coś powiedzieć. - Mówił patrząc prosto w oczy przyjacielowi.  Ten wyprostował się nagle, słysząc poważny ton chłopaka. - Znaczy nie powiedzieć, ale dać. - Wymusił uśmiech.
- Co? - Blondyn jęknął cicho. Wyglądał teraz na równie zdenerwowanego. Wygląd i postawa Jongina w tej chwili go do tego zmuszała.
Brunet odsunął do bioder swoją kurtkę i sięgnął ręką do jej wnętrza, by wyjąć z kieszeni w środku białą kopertę z wcześniej zapisaną na kartce zawartością. Czuł, jak jego nogi się uginają, serce biło coraz mocniej. Przez chwile nie mógł złapać oddechu. Sehun dokładnie obserwował każdy, nawet najmniejszy ruch chłopaka. Starał się nie okazywać żadnych uczuć, nie miał pojęcia, co Jongin ma zamiar zrobić. Był spokojny.
- Wszystko w porządku? - Zapytał, a ten jęknął tylko ciche "tak".
- Nie wiem, czy powinienem, ale... - Zawahał się, kiedy biała koperta ujrzała światło dzienne. - Sehun. - Zagryzł wargę. - Proszę... - Przymknął powieki. - Przeczytaj to jak będziesz już w domu. - Nabrał do płuc ogromną ilość powietrza i podał kopertę chłopakowi. Wypuścił je, chowając twarz w dłonie i przecierając ją przy tym.
- Jongin, co to? - Zapytał spokojnie blondyn, widząc zdenerwowanego i rozkojarzonego bruneta. - Co? - Zaczął powoli dobierać się do wnętrza rzeczy, którą trzymał teraz w dłoniach.
- Nie! - Jongin krzyknął, co ponownie przykuło uwagę przechodniów. - W domu, proszę... - Mówił cicho.


Trzy miesiące później.
Koniec. Wszystko dobiegło końcu tego wielkiego dnia. Kontakt dwójki przyjaciół urwał się. Sehun, który wcześniej każdego poranka, kiedy tylko zobaczył Jongina w szkole rzucał mu się na szyję i wypytywał go o przeróżne wydarzenia, które prawdopodobnie mogły mieć miejsce poprzedniego dnia, teraz omijał go szerokim łukiem. Można nabrać wrażenia, że patrzy on z obrazą i obrzydzeniem na swojego, już byłego - najlepszego przyjaciela.
Wszyscy zauważyli zmianę w jego zachowaniu. Od dzieciaków z klasy do jego przybranych rodziców. Jak pewnie niewiele z was wie, Sehun był tym, któremu udało się opuścić dom dziecka. Znalazła się rodzina, która chciała go wychować. Jongin zaś pewnie wydostanie się stamtąd po ukończeniu pełnoletności, bądź już w tym roku, jak jego siostra go zabierze, ale nie o tym teraz mowa.
Żal czy obrzydzenie? Jego spojrzenie w kierunku Jongina było przepełnione czymś w rodzaju strachu i tęsknoty. Ten dopiero szesnastoletni dzieciak dowiedział się, że ktoś, na kim zależało mu w życiu najbardziej, jest zakochany właśnie w nim. To smutne. Sehun go kochał, ale nie w taki sposób. Przynajmniej wydalało mu się, że uczucie, którym darzy Jongina, nie jest czymś w rodzaju prawdziwiej miłości. Jongin był dla niego oparciem, ostatnią deską ratunku, był dla niego jak starszy brat, przyjaciel, ale na pewno nie chłopak, w którym może się zakochać. Na pewno? A co jeśli nie dopuszczał do siebie tej myśli?


Po zakończonym spotkaniu z Jonginem od razu udał się do swojego domu. Pierwszą rzeczą, którą tam zrobił było właśnie przeczytanie zawartości koperty. Na początku się uśmiechał, potem nawet zaśmiał, później zrobiło się poważnie. Jego twarz przybrała kamienny wyraz, który i tak nie powstrzymał spływających po policzkach łez.
- Czy to jakiś żart? Czy on do jasnej cholery sobie ze mnie żartuje? - Uderzył pięścią o blat biurka. - To niemożliwe. - Cały czas ocierał spływające łzy.
Był to dla niego szok. Nie wiedział, co myśleć. Obraz Jongina, który z powagą i ze strachem w oczach wręcza mu tą kopertę, coraz bardziej utwierdzał go w przekonaniu, że to, co przeczytał, było prawą. Nie chciał tego, nie mógł w uwierzyć. Czy to koniec? Ich przyjaźń dobiegła końcu? 
- Halo? - Cichy głos starszego przez słuchawkę telefonu, spowodował dreszcze na jego plecach. Słyszał jak brunet przełyka głośno ślinę, co budziło w nim jeszcze większe uczucie strachu.
- Jongin, ty... - Mówił drżącym głosem. Jego twarz była cała czerwona i mokra od łez. - Jongin, ty idioto! - Wrzasnął. Odpowiedziała mu głucha cisza. - To żart, prawda?  Żartujesz sobie ze mnie? - Wstał z krzesła i nerwowo zaczął krążyć po pokoju, odruchowo kopnął framugę łóżka.
- Sehun... - Zaczął wolno brunet. - Ja... - Chwila zawahania. Głęboki wdech i wydech, który było słychać w słuchawce blondyna. - Sehun...
- Jongin, proszę... - Młodszy oparł się o ścianę.
- Przepraszam. - Jęknął, ale na tyle wyraźnie, by blondyn usłyszał. Jego głos zaczął drżeć podobnie jak blondyna, krew buzowała w żyłach obojga. - Przepraszam przyjacielu. - Nic. Po tym nie było już nic. Głucha cisza, która powstała po naciśnięciu czerwonej słuchawki przez bruneta. Sehun obsunął się po ścianie w kolorze brudnej bieli i zaczął łkać niczym małe dziecko, któremu odebrano coś cennego. On też coś właśnie stracił, stracił najlepszego przyjaciela.

Cztery lata później.
Ubrany w granatową koszulę i ciemne dżinsy z telefonem przy uchu szedł chodnikiem wzdłuż dość zakorkowanej o tej porze ulicy. Wyglądał naprawdę przystojnie. Koszula uciskała się na jego torsie, a spodnie podkreślały to, co powinny podkreślać. Jego włosy były dłuższe, ale nie przesadnie. Grzywka opadająca na czoło dodawała mu tajemniczości, a okulary na nosie sprawiały, że przyciągał on uwagę wszystkich przechodzących obok niego kobiet. Zatrzymał się przy jednej z kawiarni, chowając telefon do torby. Otworzył drzwi frontowe i wszedł do pomieszczenia.
- Witam, co podać? - Usłyszał głos kobiety - kelnerki, kiedy podeszła ona do zajętego przez mężczyznę stolika.
- Duże latte. - Poinformował, wysyłając kobiecie zabójczo piękny uśmiech. Odwzajemniła go i skinęła głową.
Czekając na zamówienie, bawił się serwetką, którą wcześniej wyjął z czarnego pojemniczka, który był wyznaczonym dla niej miejscem.
- Sehun? - Usłyszał znajomy damski głos. Odwrócił się. Jego oczom ukazała się parę lat starsza, nie za wysoka brunetka. Nic się nie zmieniła. Ten sam uśmiech, który wysyłała teraz w kierunku chłopaka, to samo spojrzenie, wszystko przypominało mu jej brata - Kim Jongina. - Co ty tu robisz? - Zapytała i schyliła się na wysokość twarzy chłopaka, by ucałować jego policzek. - Jak się trzymasz, co u ciebie? Opowiadaj! - Była wesoła, jak zawsze.
- Trzymam się. - Powiedział z uśmiechem.
- I tyle? Nie widzieliśmy się kupę lat, a ty mówisz mi tylko, że się trzymasz? - Popatrzyła na niego spod tak zwanego byka, musiało to wyglądać dość śmiesznie, bo blondyn się zaśmiał. - Właśnie Sehunie, zmieniłeś image. - Zaśmiała się i klasnęła raz, dostanie w dłonie. - Ja wszystko zauważę. No, no ta koszula...
- Tak, noona. - Usiadł wygodniej na krześle. - Każdy potrzebuje zmiany, a poza tym...- Przerwał, kiedy kelnerka przyniosła wcześniej zamówioną przez niego kawę i dwie inne. - Zamawiałaś już? - Bardziej zdziwił go fakt, że brunetka dostała kawę, nie składając zamówienia przy stoliku, niż to, że przyniesiono jej aż dwie.
- No tak, przy kasie. - Wytłumaczyła i wzięła do ręki jedną z filiżanek. - Mmmm uwielbiam karmelową latte. - Zachwycała się. To tak jak Jongin. - Zauważył w myślach Sehun.
- Noona, ale wypijesz aż dwie? - Zapytał zaskoczony, na co Jongmi  pokręciła głową.
- Zaraz przyjdzie ten bachor. - Jej oczy powędrowały w kierunku wejściowych drzwi. - O, już jest! - Oznajmiła, kiedy w pomieszczeniu pojawił się wysoki brunet. - Jongin! Tutaj! - Prawie, że krzyknęła i zaczęła wołać go charakterystycznym ruchem ręki. Sehun pozostał w bezruchu. Ciężko przełknął ślinę i nerwowo wyprostował się. Słychać było, jak jego oddech stał się płytszy.
- Noona! - Powiedział entuzjastycznie brunet, kiedy pojawił się przy stoliku zajętym przez pozostałą dwójkę. - Witam. - Ukłonił się w kierunku blondyna, który nadal pozostawał odwrócony do niego plecami. - Witam. - Ponowił znacznie głośniej. Chłopak zadrżał.
Ile to czasu minęło, kiedy ostatni raz słyszał jego głos? Obojętność, którą przez te lata stosował w kierunku swojego byłego przyjaciela, teraz tak po prostu odpłynęła? Pustka, którą przez te wszystkie lata starał się wypełnić, nagle się odnowiła?
"Stra­cić ko­goś kocha­nego, to zmienić swo­je życie na zaw­sze. Nie przeżyjesz te­go, bo "to" jest osobą, którą kochasz. Ból przemija, spotykasz no­wych ludzi, ale pus­tka nig­dy się nie wy­pełnia. Jakżeby mogła? Śmierć nie osłabia wyjątkowości kogoś, kto znaczył aż ty­le, by go opłakiwać. "
- Witam. - Starał bez uczuciowo powiedzieć Sehun w trakcie odwracania się do bruneta. Jongin, na którego twarzy widniał przed chwilą jeszcze przepiękny, szczery uśmiech, teraz stał nad blondynem z lekko rozchylonymi ustami i oczami wielkości orzecha włoskiego. Jego ciało przejęły silne dreszcze. Uczucie, które mocno oplotło żelaznymi dłońmi duszę i serce, sprawiając, iż we wszystkich myślach pojawiał się ukochany. Przed starszym siedziała idealnie wyrzeźbiona sylwetka, którą zasłaniały obcisłe ubrania, Kim Jongina coś poruszyło; niczym czar rzucony na umysł, który powodował, iż człowiek mądry stawał się obłąkany.
- Sehun? - Brzmiało to bardziej jak pytanie niż pewność, że jego pierwsza miłość jest z nim w jednym pomieszczeniu, że siedzi zaraz przy nim. Spojrzał znacząco w stronę swojej siostry - Jongmi. Brunetka ruchem głowy przekazała mu, żeby usiadł. Zrobił to. Szedł wolno do krzesła. Nerwowo zagryzał dolną wargę i pocierał jedną ręką drugą.
W kawiarni trwała cisza. Mimo że inni ludzie, zajmujący stoliki wokół nich rozmawiali i śmiali się z wypowiedzianych przez siebie słów, oni i tak nie słyszeli nic. Wzrok Jongina skierowany był w stronę jego czarnych adidasów, Sehun patrzył w pustą przestrzeń przed siebie. Powstało napięcie, które budowało się w ich głowach.
- Długo się nie widzieliście. - Zauważyła noona Jongina. Nie otrzymała ona zadniej odpowiedzi od dwójki dorosłych już mężczyzn. - Ej, co wy tak... - Kontynuowała i szturchnęła ramię bruneta, który spojrzał na nią spod wachlarzu rzęs, wzruszając ramionami. 
Jongin nie był typem chłopaka, który lubił i chciał zwierzać się ze swoich problemów i poczynań. Jego siostra była zupełnie nieświadoma zaistniałej sytuacji sprzed czterech lat, która nadal nie odeszła ze wspomnień Sehuna i brata Jongmi. 
- Zostawić was? - Bardziej stwierdziła niż zapytała. Wstała od stołu i ruszyła w kierunku wyjścia. 
Nadal siedzieli bez najcichszego pisknięcia. Panowała napięta atmosfera, nic nie zapowiadało, że zostanie w końcu przerwana. Sehun kątem oka zerkał w stronę bruneta. Napajał się jego widokiem. Przez cztery lata żyli w separacji. Bez siebie. W czarnej dziurze bez najmniejszej iskierki nadziei. Czas, który z minuty na minute budował to coraz mocniejsze uczucie. Czy Sehun, który w przeszłości odrzucił Jongina, teraz uświadamia sobie, jak bardzo brakowało mu go przez te lata? Czy do tego blond włosowego mężczyzny dociera własnie fakt, że osoba siedząca naprzeciw niego jest tą, którą kocha? Czy tak jest? Przez ten czas bez Jongina uświadomił sobie, jak bardzo tęsknił, jak bardzo kochał...
- Co u Ciebie? - Odważył przerwać ciszę Sehun. Jongin, jak gdyby nigdy nic, wręcz niewidzialnie wzruszył ramionami. Blondyn westchnął i nerwowo potarł tył głowy. - Stać Cię tylko na tyle? - Starał powiedzieć spokojnie, jednak zabrzmiało to trochę zbyt dostanie.
- Co? - Jęknął brunet. 
- Zapytałem czy...
- Słyszałem. - Przerwał, przenosząc wzrok znad butów do oczu Sehuna. - Żyje, przecież widzisz. - Palcem wskazującym tworzył kółka na czarnym blacie stolika. - Żyje... - Ponowił ciszej. Wyraz jego twarzy zmienił się gwałtownie. Z zaskoczonego i zestresowanego, który powstał na widok blondyna, teraz był smutny i pusty. Zrobił się blady.
- Coś się stało? - Sehun ponownie zapytał, a Jongin pokręcił głową. 
- Żyję. - Jego nieszczęście, kryło się pod uśmiechem, który wysyłał właśnie w stronę mężczyzny naprzeciwko. 
- O czym Ty mówisz? - Zdziwił się blondyn. 
- Mówię o życiu. O które walczą wszyscy, o którym wszyscy marzą, które wszyscy mają choć przez ułamek sekundy. To życie. Te dobre i złe momenty, wspomnienia. Walka o przetrwanie. Walka o miłość. - Przerwał. Jego spojrzenie powędrowało prosto w ciemne oczy blondyna. Sehun nie odwrócił wzroku, również patrzył się w oczy bruneta, widział jak jego źrenice się rozszerzają, bał się czegoś, młodszy to wiedział. - To właśnie jest życie, Sehunie. Życie. - Upił łyk kawy. 
Sehun wyprostował się znacznie i upił łyk przyniesionej przed momentem przez kelnerkę latte. Nie wiedział, jak ma na to zareagować. Czy Jongin chce mu coś przekazać? W jego sercu budowało się napięcie, którego nie mógł zwalczyć. Patrząc na smutnego bruneta, miał ochotę podejść do niego i mocno objąć ramionami, ale czy mógł? Powinien? 
Jongin wstał. Sehun dokładnie podążał za nim wzrokiem. 
- Chodź. - Zwrócił się w jego kierunku brunet. - Opowiem Ci wszystko.

Rok później. 
14.01.2014 roku.
Jonginie,

Dziś są Twoje dwudzieste pierwsze urodziny. Wszystkiego najlepszego! Mam nadzieje, że się trzymasz.
Niestety nie mogę odwiedzić Cię osobiście. Przepraszam, mam nadzieję, że mi wybaczysz. Muszę zająć się sprawami firmy, które doprowadzają mnie o zawrót głowy.
Tęsknie. Chce Cię zobaczyć jak najszybciej, więc gdy nadarzy się nawet najmniejsza okazja wyrwania z tego "cholerstwa", przylecę do Ciebie.

Trzymasz się, prawda? Dajesz radę. Nie poddajesz się! Nie muszę o to pytać, bo łatwo stwierdzić, że chcesz żyć dalej. Masz po co. 
Jonginie, najdroższy. Błagam Cię z całego serca, wyjdź z tego! Zrób to dla mnie. Zrób to dla tego, który był skończonym idiotą, kiedy Cię odrzucił. Nie każ mnie za to i z całego serca błagam, wyjdź z tego! Pamiętaj, że nie przechodzisz przez to sam, ja wraz z Jongmi jesteśmy przy Tobie!
Dasz radę! Wierzę w Ciebie, to co tkwi w Twoim środku, nie jest na tyle silne, aby Cię zniszczyć. Nie!

Na zawszę Twój Sehun.
Kocham Cię!

PS. Mam nadzieję, że Jongim ucałuje Cię ode mnie tak mocno, jak ją o to prosiłem. Tęsknie.

Dwa miesiące później.
- Jest Ci tam lepiej? - Jego sylwetka była wyprostowana, a ręce złożone na wysokości pasa. - Jest dobrze? - Zaszklone oczy, z których niezauważalnie zaczęły płynąć łzy. - Mówiłeś, że dasz radę! Pamiętasz, idioto?! - Krzyknął blond włosy. - Mówiłeś, że dasz radę! - Bezwładnie opadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Płakał.
Dzień, w którym się spotkali, miał być dniem nowego początku. Chwila, kiedy ich malinowe usta złączyły się w długim namiętnym i pełnym tęsknoty pocałunku, miała zapoczątkować coś zupełnie nowego w ich życiu. Od tamtej chwili marzyli o długich, upojnych nocach ze sobą. O dłuższych, romantycznie spędzonych dniach. O każdej godzinie, minucie, sekundzie spędzonej tylko w cztery oczy. 
Sehun nie wstając z kolan, otarł łzy. 
- Obiecywałeś, idioto. - Przypomniał lichym głosem. Klękając, przybliżał się do grafitowego nagrobku. Przecierał czarne spodnie na kolanach, które odebrały od trawy trochę zielonego odcieniu. Kiedy w końcu był bliżej swojej miłości, położył ręce na chłodnej klapie, która blokowała mu bezpośredni dostęp do ciała ukochanego. Przez taflę łez patrzył w stronę wygrawerowanego napisu:
"Ku pamięci Kim Jongin
1993-2013 rok."
- Idiota! - Przeklinał samego siebie. - Bezwartościowy dupek! - Łzy spływały na pokrywę grobu.
Ból rozrywał jego serce. Właśnie - ból. Pamiętacie to niepozorne słowo z początku? Ono właśnie w tej chwili zaczęło działać najmocniej jak mogło. Niezauważalnie, ale z efektem. - Żałosny egoista, który nie rozróżnia tego, co czuje. - Jego płacz unosił się wraz z echem. - Idiota...Wybacz mi Jongin, błagam. Wybacz mi. - Zakończył przymykając powieki. - Kiedyś znów będziemy razem, obiecuje... 

2 komentarze:

  1. ogólnie jestem mało wrażliwą osobą i raczej nic mnie nie rusza, ale na twoim ff płakałam ;-; dobrze o tym wiesz, jak pięknie piszesz ♥

    pedo fap fangirl namba łan ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. podobalo mi sie bardzo~ najbardziej chyba moment, kiedy nie poszlo im ladnie, sprawnie i gladko, bo nie jest latwo zaakceptowac sytuacje, w jakiej znalazl sie sehun, tj nagle najlepszy przyjaciel wyjawia ci, ze sie w tobie zakochal. reakcja jak najbardziej w stylu nie do konca jeszcze dojrzalych emocjonalnie nastolatkow.
    koncowka smutna. :< ale satysfakcjonujaca. happy end by mnie chyba nie ucieszyl♥

    OdpowiedzUsuń